W piątek 10.06.2016 Sejm przyjął w głosowaniu ustawę o odnawialnych źródłach energii.

    Mogłoby zabraknąć Internetu aby opisać historię polskiego prawodawstwa w zakresie OZE, a i sam Chuck Norris mógłby tego tematu nie ogarnąć. Rządzący co i rusz zaskakiwali nas nowymi wersjami przepisów. Często jeden projekt diametralnie różnił się od kolejnego. Dość powiedzieć, że ustawa o odnawialnych źródłach energii jest najdłużej procedowanym w Polsce dokumentem po 1989 r. Wśród miłośników OZE krążył już nawet żart, choć raczej jest to humor wisielczy: „Ustawa o OZE jest jak Yeti. Każdy o niej słyszał, ale nikt jej nie widział”. No to w końcu się doczekaliśmy… jest… a co w niej?

Będziem palić na potęgę.

    Ustawa nie tyle przywraca, co jeszcze wzmacnia wsparcie dla współspalania. Co to jest współspalanie? Ano dorzuca się biomasę (ładnie nazwane) czyli w praktyce drewno (nazwane po imieniu) do węgla i spala się taką mieszankę w kotłach energetyki zawodowej. Za taki miks nasz palacz dostaje wsparcie jak za produkcję energii ze źródeł odnawialnych. Brzmi absurdalnie? Haloo – jesteśmy w Polsce, a Polska nie tylko węglem, ale i drewnem stoi. W komisji przeszła poprawka dot. drewna energetycznego. W kuluarach poprawka ta nazwana została „poprawką kornikową”. Przypominamy, że to właśnie przez „plagę kornika” minister Szyszko będzie rżnął Puszczę Białowieską.

    Kiedy następnym razem usłyszycie ile to pieniędzy wydaliśmy na OZE, jaka to droga ta fanaberia ekologów, i tym podobne dyrdymały, to miejcie proszę świadomość, że ponad 40 % tego wsparcia trafiło do koncernów energetycznych za współspalanie (pośrednie wspieranie sektora wydobywczego). Ponad 25 % też do koncernów energetycznych , ale za produkcję energii ze starych i dawno zamortyzowanych elektrowni wodnych. A tylko ok. 30 % do prawdziwego OZE (wiatraki, biogazownie, nowe elektrownie wodne, marginalny udział systemów PV). Do prosumentów trafiło O%.

ozegp

A co z prosumentem?

    Do tej pory każdy kto chciał produkować energię odnawialną w domowych mirkoelektrowniach nie miał łatwego życia. Nie było ustawy o OZE, a co za tym idzie nie było żadnych systemowych mechanizmów wspierających prosumenta. Ba, prosument jako taki nie istniał nawet w legislacyjnym słowniku. No to teraz jest definicja prosumenta. I zupełnie bez ironii, jest to całkiem niezła definicja. Może nim być prawie każdy odbiorca końcowy. Niestety prosumentem nie mogą być przedsiębiorstwa i jest to bardzo duży minus tej definicji. Strona rządowa zapowiada jednak, że w ciągu pół roku pojawi się nowelizacja obejmująca systemowym mechanizmem wsparcia także mikroinstalacje pracujące na rzecz przedsiębiorstw. To okresowe zawężenie katalogu prosumentów tłumaczone jest dużymi zawiłościami fiskalnymi związanymi z opodatkowaniem firm. Miejmy nadzieję, że 6 miesięcy wystarczy, aby także firmy mogły korzystać z energii odnawialnej. No właśnie, a co to za wsparcie?

Net metering po polsku.

    Od 1 lipca prosumenci będą rozliczać się z dostawcami energii na zasadach opustu. Opust to mechanizm przypominający net metering. W zamian za odprowadzoną do sieci energię (w momentach nadprodukcji) prosument może odebrać odpowiednią ilość energii wtedy, gdy jego instalacja nie pracuje, lub pracuje słabo ( np. noc, zima). Sieć dystrybucyjna staje się, w sensie metaforycznym, magazynem energii prosumenta. Oczywiście nie ma nic za darmo, a już na pewno na styku obywatel i koncern energetyczny. Dlatego za owo „magazynowanie” zakład energetyczny pobierze opłatę w postaci naszej energii. Początkowo ustawa zakładała różne współczynniki w zależności od mocy instalacji i tego czy inwestycja była realizowana z dotacją, czy bez niej. W toku prac komisji ustalono jeden współczynnik na poziomie 1 : 0,7 dla wszystkich mikroinstalacji (tj. do 40 kW mocy). W ostatnim dniu, rzutem na taśmę, udało się przepchnąć poprawkę posła Krzysztofa Sitarskiego z klubu parlamentarnego Kukiz’15. Poprawka wprowadza współczynnik 1 : 0,8 dla instalacji do 10 kW mocy. Czyli w praktyce, za każdą 1 kWh odprowadzoną do sieci prosument może odebrać 0,8 kWh (instalacje do 10 kW) lub 0,7 kWh (od 10 do 40 kW). Opust obejmuje energię czynną i, co bardzo ważne, opłatę dystrybucyjną. Rozliczenie odbywać się będzie w okresach rocznych i gwarantowane jest z mocy ustawy na 15 lat.

    Paradoksalnie zaproponowany opust może okazać się korzystniejszy niż system taryf gwarantowanych. Po pierwsze od taryf trzeba by było zapłacić podatek dochodowy. W przypadku opustu taki obowiązek nie występuje. Po drugie, co prawda taryfy gwarantowane były na 15 lat, ale minister właściwy do spraw gospodarki mógł je zmieniać dla kolejnych nowopowstających instalacji. Wiele zależy od tego jak szybko wzrastać będą ceny energii. Jednak jeżeli obecny wieloletni trend się utrzyma, to już za 3-4 lata wartość jednostkowa opustu przekroczy wartość niedoszłej taryfy gwarantowanej netto. Jest wysoce prawdopodobne, że nastąpi  to nawet szybciej. Szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę konieczne inwestycje w polskie sieci elektroenergetyczne, za które ktoś musi zapłacić (wyższa opłata dystrybucyjna). Nieuniknione niedobory mocy, również wpłyną korzystnie na sytuację prosumentów. Prawa popytu i podaży na wolnym rynku nie da się skreślić jedną ustawą . Niewątpliwie ceny prądu będą rosnąć (już w tym roku o kilka – kilkanaście procent), a wraz z nimi opłacalność inwestycji w mikroźródła OZE.  Całkiem możliwe, że władza nieświadomie strzeliła sobie w kolano. Opust jest gwarantowany na 15 lat, ale nigdzie nie jest zapisana możliwość zmiany współczynników bilansowania. Prawo nie działa wstecz i instalacje, które na tych zasadach zostaną wpięte w sieć wyjdą prawdopodobnie na duży plus. Czy i kiedy władza się zorientuje? Trudno powiedzieć. Czy będzie chciała coś zmieniać? Też trudno powiedzieć, ale można po cichu liczyć, że do tego czasu ruch prosumencki będzie już miał więcej członków niż liczba etatów na kopalniach. A to już siła głosów z którą politycy muszą się liczyć.

Co jeszcze w ustawie?

    Wprowadzono definicje klastrów i spółdzielni energetycznych. Trudno na razie wyrokować jak, i czy w ogóle będą powstawać niezależne (od energetyki zawodowej) klastry i spółdzielnie. Trzeba poczekać na przepisy wykonawcze i pierwsze próby tworzenia takich organizacji. Na duży plus należy zaliczyć zdjęcie z prosumentów biurokratycznych obowiązków i określenie maksymalnego terminu w którym operator sieci musi podłączyć mikroinstalacje (30 dni). Dużym minusem ustawy OZE (wspólnie z tzw. ustawą odległościową) jest praktyczna likwidacja energetyki wiatrowej na lądzie. To prawda że wokół tej gałęzi odnawialnych źródeł energii narosło wiele patologii, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że tym razem wylano dziecko z kąpielą.

Podsumowanie

    Lepszy rydz niż nic ! Tak właśnie można podsumować ustawę o OZE. Z punktu widzenia energetyki obywatelskiej nie jest źle. Prosumentem można w końcu być. Polacy, w ogromnej większości, są świadomi zalet odnawialnych źródeł energii. Wiedzą, że to nie tylko kwestia ochrony powietrza i środowiska naturalnego. Wiedzą, że OZE to rozwój gospodarki, nowe miejsca pracy, suwerenność energetyczna – tak lokalna, jak i krajowa. Teraz mogą obniżyć swój rachunek za energię elektryczną nawet o 95 % (jak tylko dach pozwoli). No i uzyskać niezależność od wzrostu cen energii na minimum 15 lat. Wydaje się, że to właśnie ten ostatni argument – argument ekonomiczny był potrzebny by w Polsce mógł się rozwijać ruch prosumencki. Czy tak się stanie pokażą już najbliższe miesiące.

Infografika: http://www.greenpeace.org/ 

Foto: www.polskieradio.pl